Obieg w przybliżeniu zamknięty

Wymiana uwag w komentarzach u Paweł Dembowski przypomniała mi, że dawno nie było pomysłu na grę. A tymczasem wczoraj właśnie miałem nowy, świeżutki, po tym jak Jarosław Hirny-Budka zacytował jakieś wyliczenie robione przez ludzi związanych z Leszkiem Balcerowiczem, w którym oczywiście narzekają, że płacimy strasznie dużo podatków. Jarek się trochę zirytował, bo wyliczenie wydało mu się co najmniej naciągane.

A mi się wtedy przypomniało, że od dawna mnie dręczy powszechne nieporozumienie dotyczące pieniędzy. Wszystkie potoczne dyskusje o podatkach traktują je w ten sposób, że mamy pewien przychód, czyli dopływ, oraz pewne koszty, czyli odpływy. Każdy płatnik jest rozpatrywany jako jednostka, czyli jako finansowy układ otwarty: tu wlata, tam wylata, bilans może być dodatni albo ujemny. Podatek to jest po prostu jeszcze jeden koszt.

Tymczasem w rzeczywistości pieniądze krążą w obiegu w przybliżeniu zamkniętym (to jest spore przybliżenie i dużo tutaj pomijam, po to żeby ten wpis był krótszy).

czytaj dalej

Gra o mrowisku

Bardzo chciałbym, żeby powstała gra o zarządzaniu miastem, która byłaby grą o mieszkańcach, a nie grą o budynkach.

Wszystkie symulacje, w które grałem do tej pory, traktowały miasto jak maszynkę do mieszkania, a nie jak społeczność i nie chodzi wcale o to, że to “źle”, bo przeciwnie, to były wszystko bardzo ciekawe gry. Chodzi o to, że na przykład dyskusje, które dziś toczymy na temat Warszawy, zupełnie nie mieszczą się w tym modelu. Gdyby Warszawa była maszynką do mieszkania, to na przykład skandal reprywatyzacyjny nie miałby znaczenia: po prostu dałoby się tym wszystkim wyrzuconym z kamienic ludziom mieszkania gdzieś indziej i problem byłby rozwiązany.
czytaj dalej

Piękne Wizje Przyszłości

Na Twitterze Paweł Dembowski podsunął wypowiedź Jana Sowy, który powiedział:

Czy powinna być lewicowa polityka historyczna? To tak jak pytać czy powinna być lewicowa bomba atomowa. Polityka historyczna sama w sobie jest czymś raczej konserwatywnym. Zamiast tego lepiej tworzyć politykę futurologiczną.

Słowo “futurologiczna” wywołało u mnie kaskadę skojarzeń: przypomniały mi się przedwojenne manifesty i powojenne “utopijne science-fiction”, które wierzyło, że rozum ludzki i postęp techniczny sprowadzą na świat szczęśliwość. Wiecie, awionetka w każdym garażu, myślące komputery robiące za nas pranie, ruchome chodniki i tym podobne. Strasznie to było naiwne, ale intencja była szczera.

czytaj dalej

Metatygodnik

Wszyscy tak chętnie poszerzają okładki tygodników. Im bardziej są oburzeni tymi okładkami, tym chętniej poszerzają.

Mówcie co chcecie, ale te prawicowe fotomontaże, choć nie zawsze wprawne technicznie, to jednak przemawiają do wyobraźni. Nie trzeba już nawet otwierać samych czasopism i katować się czytaniem artykułów. Jeden obrazek, parę napisów i wszystko wiadomo.

A gdyby tak stworzyć tygodnik, który składałby się tylko z okładek? Efekt byłby nieco podobny do Magazyn Porażka, z tą różnicą, że Porażka jest satyrą o bardzo ściśle określonym motywie przewodnim, a rasowe tygodniki są “o wszystkim”. Można by zaprosić do współpracy szerszą grupę grafików, po to by każda okładka była inna, ale wszystkie trzymały wysoki poziom.

O, a nawet mam pomysł 2.0. Niech to będzie metatygodnik. Może się nawet tak nazywać. Nagłówki z okładki mogą prowadzić do autentycznych artykułów, tyle że przygotowanych przez inne redakcje. W praktyce taki magazyn byłby więc atrakcyjnym graficznie digestem promującym warte uwagi artykuły na dany temat opublikowane w ostatnich kilku tygodniach.


republikacja z facebook.com/jzwesolowski/posts/664785303702809

znaczek jakości społecznej

Myśl przypadkowa: a gdyby tak wylansować Znaczek Jakości Społecznej? Wiecie, jakaś wiarygodna organizacja w rodzaju powiedzmy związku zawodowego (możliwie najmniej uwikłanego w partyjność, a więc na pewno nie Solidarność i raczej nie OPZZ) tworzy checklistę w miarę łatwych do zweryfikowania warunków, które musi spełniać pracodawca. Pracodawca może przyjść do związku i powiedzieć, że chce dostać taki znaczek. Związek pracodawcę odwiedza, robi audyt (np. przegląda umowy, odpytuje pracowników itp.) i jeśli wszystko jest w porządku, daje znaczek. Znaczek jest ważny, powiedzmy, przez rok, albo może dwa, i w tym czasie pracodawca może go z dumą wywieszać na przykład na swojej witrynie i chwalić się na fejsuniu.

“Znaczek Jakości Społecznej” to jest oczywiście nazwa placeholderowa. Sugerowałbym coś bardziej charakterystycznego, przywołującego sympatyczny nastrój, na przykład jakiegoś zwierzęcego awatarka zaprojektowanego przez Kiciputka.


republikacja z facebook.com/jzwesolowski/posts/656495504531789

film o człowieku, który mówił “lol”

Pomysł na dzisiaj: film o człowieku, który mówił “lol”.

Człowiek, który mówi “lol”, idzie na lotnisko, wsiada do samolotu i odlatuje. W bagażu podręcznym ma bombę.

Przez cały film nie robi absolutnie nic szczególnego. Odprawia się jak zwykły pasażer, zachowuje się jak zwykły pasażer, przez cały film przy kilku okazjach wymawia tylko jedno słowo (“lol”), a pod koniec uruchamia bombę.

(to ma być tragikomedia, więc bomba jest elektroniczna; samolot znika z wyświetlaczy wieży kontroli lotów, ale nie zostaje uszkodzony; rozumiecie, takie trochę trololo, lol)

Protagonistą jest osoba, która przypadkiem zauważyła, że bagaż człowieka, który mówił “lol”, ominął kontrolę. Przez cały film ta osoba próbuje ostrzec odpowiednie czynniki i zaradzić katastrofie, ale napotyka coraz bardziej absurdalne przeszkody wynikłe z ogólnego bezhołowia.

(film ociera się o surrealizm, więc nie uzasadniamy, skąd wzięło się to głębokie przekonanie, że bagaż jest niebezpieczny; zostawiamy widza sam na sam z refleksją, że taka pewność w obliczu braku przesłanek nie jest zdrowa)

Koniecznie musi być w filmie scena, w której protagonista nie może się dobić do gabinetu Ważnej Osoby, ponieważ właśnie wraz z innymi osobami jest zajęta pokazywaniem sobie śmiesznych obrazków z internetu. Wyjątkowo udany obrazek wieńczący scenę kwituje Ważna Osoba gromkim “lol”.


republikacja z facebook.com/jzwesolowski/posts/655479434633396

koncepty

Po raz pierwszy od półtora roku mam trochę międzyczasu, który mogę zagospodarować myśleniem strategicznym. Będę więc przygotowywał do wykonania jeden lub więcej spośród projektów, które ostatnio wykiełkowały w dyskusjach. Najpierw sporządzę wstępny koncept i zastanowię się nad ewentualnymi prototypami. Następnie zacznę się rozglądać za finansowaniem.

czytaj dalej