demonstracje

Raport z demonstracji 12 grudnia 2015

Wodzirej malutkiej, liczącej na oko kilkadziesiąt osób kontr-demonstracji narodowców, w chwilowej przerwie między inwektywami a zapowiedziami wieszania bliżej niezidentyfikowanych komunistów, rzucił również hasło: “jest was mało”. Myślę, że w tym jednym zdarzeniu mieści się cały obecny konflikt o Konstytucję.

Danych o liczebności marszu nie posiadam, bo z perspektywy moich 168 centymetrów tłum zasłania sam siebie. Ale wiem, że czekałem na rozpoczęcie spaceru na samym końcu pochodu, a gdy ludzie wokół mnie zaczęli powolutku iść, ruszyłem i ja, w ambitnym zamiarze dogonienia czoła marszu. Nie zdążyłem. Gdy dotarłem do pałacu prezydenckiego, stało tam już przynajmniej dziesięć tysięcy ludzi, co było o tyle łatwiejsze do oceny, że bywałem już na demonstracjach w tym miejscu i mam porównanie.

Powolutku przecisnąłem się na drugi brzeg zgromadzenia i obserwowałem, jak kolejni przybywający przechodzą obok pałacu. Trwało to w przybliżeniu trzy kwadranse. Wydaje mi się, że każdy tłum tak gęsty jak ten, jeżeli potrzebuje trzech kwadransów na przetoczenie się przez skądinąd dosyć szeroką ulicę, zasługuje na respekt.

Przy tym nie wątpię, że to było “mało”, bo w końcu iluż ludzi można zmobilizować w trzy tygodnie? Ruchy masowe buduje się latami. To, co widzieliśmy dzisiaj, to był w zasadzie spontan.

Zobaczyłem dziś zasadniczą różnicę w porównaniu z tłumami, które widuję przy innych okazjach. Zazwyczaj jestem w stanie zgadnąć, czy ktoś przyszedł demonstrować w tej samej sprawie, co ja, czy w przeciwnej, po prostu patrząc mu w twarz. Podziały ideowe na ogół biegną wzdłuż podziałów społecznych, takich jak wiek, subkultura czy zamożność. Dzisiaj po raz pierwszy w życiu nie mogłem zgadywać w ten sposób. Byli studenci, pary, rodzice z dziećmi, ludzie w średnim wieku i całkiem liczne, rzekomo “moherowe” babcie. Byli ludzie ubrani modnie i ludzie ubrani zgrzebnie. Brakowało jedynie ludzi ponurych.

Stojąc w pierwszym szeregu demonstracji łatwo się zapomina, że szeregi od dziesiątego do końca nie słyszą, co mówi wodzirej. Dziś wielokrotnie słyszałem, jak ktoś całkiem nieznany, stojący zupełnie w środku, podnosi okrzyk, a tłum go ochoczo podejmuje. Polityk musi rozumieć tę dynamikę i czasem obejrzeć się za siebie, by sprawdzić, co tam się dzieje. Jeśli tego zaniedba, któregoś dnia odkryje, że szereg jest tylko jeden, a za nim – już tylko ściana.


republikacja z: facebook.com/jzwesolowski/posts/566362203545120

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite. → facebook → twitter