skąd się biorą pieniądze

W potocznych dyskusjach o ekonomii funkcjonuje dosyć popularne nieporozumienie. Przyjmuje się mianowicie, że pieniądze są rezultatem pracy. Siłą rzeczy, jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, to znaczy, że nie zapracował na nie.

*

Tak się składa, że jestem przedsiębiorcą, i to pełną gębą, ponieważ z jednej strony „mam produkt” (właśnie go opublikowaliśmy, chwaliłem się niedawno), a z drugiej – zatrudniam ludzi (dorywczo, cóż począć, taki budżet). Kapitał założycielski mojego przedsięwzięcia to mniej więcej pół na pół moje oszczędności oraz pożyczki od krewnych i znajomych. Wystarczyło ich na to, żeby wyprodukować jedną darmową grę (dla promocji), jedno darmowe opowiadanie (dla promocji), drugą darmową grę (dla szczytnej sprawy, ale przy okazji dla promocji) i jedną komercyjną książkę. Promocja była całkiem skuteczna, na przykład dziś mamy sześć razy więcej odbiorców niż półtora roku temu.

Książka w tej chwili prawie wychodzi na zero, bo ją crowdfundowaliśmy. We wtorek zaczęliśmy ją sprzedawać i jak dotąd znaleźliśmy chętnych na aż 83 (słownie: osiemdziesiąt trzy) egzemplarze. Przy tym większość z tego to papier, a nie ebook, więc zarobimy dopiero jak wydrukujemy. Myślę, że do końca roku mamy szansę sprzedać dalsze 200 sztuk, czyli wypracować na tym projekcie skromny zysk.

Czy komuś z obecnych imponują te liczby? Nie? Bardzo słusznie. Daruję wam wyliczenia, ale liczbę potencjalnych czytelników tej książki w Polsce szacuję na dwadzieścia tysięcy osób. Nigdy nie będzie tak, że wszystkie z nich ją kupią, ale gdyby przynajmniej do (prawie) każdej z nich dotrzeć i zainteresować, co jest możliwe, bo wiadomo, gdzie ich znaleźć, to nakład rzędu tysiąca egzemplarzy byłby zupełnie osiągalny. Na cóż więc czekamy? Zróbmy te pieniądze!

Momencik. Co dokładnie moglibyśmy zrobić?

*

Zasadniczym narzędziem budowania rozgłosu przedsięwzięcia takiego jak nasze jest marketing szeptany. Powinniśmy chodzić po internecie, zaglądać na fora, jeździć na konwenty i targi, a w każdym z tych miejsc nawiązywać znajomości. Nie wystarczy raz machnąć komuś przed oczami ładną okładką. Trzeba do niego wracać przy różnych okazjach i stopniowo przekonywać. Bez trudu uzbierałaby się z tego robota w pełnym wymiarze dla jednej osoby. Mam nawet dwoje doskonałych kandydatów do tej roli (sam się tym nie zajmę, bo ktoś musi robić te, no, wiecie, produkty).

Nie ma na to pieniędzy.

*

Marketing szeptany robi się też „wiralami”. Gry są bardzo wdzięcznym tematem, bo dają dużo okazji do dzielenia się ślicznymi obrazkami, a śliczne obrazki są bardzo „clickbaitowe”, bo się wyróżniają wśród tekstu. Od dawna mam przygotowany scenariusz serii wpisów, w których opis „pomysłu na grę” byłby okazją do zamieszczenia pobudzającego wyobraźnię obrazka. Opis mogę napisać sam, a do rysowania obrazków mam doskonałych kandydatów.

Ale nie ma na to pieniędzy.

*

Kluczowym punktem kontaktu nowego odbiorcy ze studiem, a zwłaszcza z konkretnym produktem, jest strona internetowa. Nasza strona ma umiarkowane statystyki: część osób przychodzi „dla contentu” i zostaje, ale ci, którzy nas nie znają, często rezygnują, bo wystrój strony jest dosyć zgrzebny. Można by przygotować dużo lepszy układ graficzny, zastąpić moje toporne rysunki ładnymi ilustracjami, oprogramować interaktywne urozmaicenia. Mam na to wszystko doskonałych kandydatów.

Ale nie ma na to pieniędzy.

*

Co z tradycyjną reklamą? W tym, jak nie-działają reklamy w internecie, macie własną orientację, ale czemu by nie spróbować ogłoszeń w odpowiednio sprofilowanej prasie papierowej, na przykład w miesięczniku PIXEL.? Jasne, czemu nie, super sprawa.

Nie ma na to pieniędzy.

*

Przebieg produkcji książki pokazał, że można w Polsce otrzymać finansowanie od odbiorców (czyli crowdfundować), a nawet od instytucji (czyli pozyskać mecenaty). „Inżynieria gier” nie ma instytucjonalnych mecenasów, bo dwie firmy, które były chętne udzielić nam takiego wsparcia, miały już zaalokowane budżety na zeszły rok, a my nie mogliśmy czekać. Z tego płynie nauka, że dla pozyskania wsparcia tego typu w przyszłości powinniśmy przygotować tzw. pitche, które byłyby odpowiednio profesjonalne i stosowne w rozmiarze i detalu. Służyłyby one przekonaniu potencjalnego mecenasa, że już dziś warto zacząć myśleć o finansowaniu projektu, który ruszy za kilka miesięcy. To się da zrobić. Mam w tym doświadczenie i doskonały zespół do pomocy. Potem musiałbym poczekać kilka miesięcy, co akurat jest bardzo łatwe i nawet narobić się nie trzeba (w zamian można pracować nad czymś innym w międzyczasie).

Ale nie ma na to pieniędzy.

*

Bardzo częstą opcją dla zespołów takich jak nasz jest dywersyfikacja. Dla klientów wykonuje się projekty zlecone. Z marży finansuje się własne produkty, promocję, kontakty i tak dalej. My też wdrażamy tę strategię: obecnie mamy jednego stałego klienta, a z drugim właśnie negocjujemy kilkumiesięczny projekt. Ale takie zlecenia mają bardzo ciasne budżety, a większość klientów rozmyśla się w trakcie rozmów, najczęściej dlatego, że bardzo chcieliby dany projekt wykonać, ale nie mogą. A dlaczego?

Bo nie mają na to pieniędzy.

*

Praca nie jest problemem. Jest mnóstwo ludzi, którzy nie mogą się doczekać, żeby w końcu coś zrobić.

Problem w tym, że zdolność do pracy zależy od okoliczności. Wszyscy płacimy „pogłówne” w postaci zakupów żywnościowych, czynszu, rachunków, wydatków na środki czystości, ubrania, nieprzewidziane awarie i tak dalej. Powyżej pewnego progu przychodów mamy swobodę finansową i możemy angażować się w aktywność, która wymaga wyłożenia środków. Poniżej tego progu jesteśmy zajęci przede wszystkim minimalizowaniem zużycia zasobów. W skrajnym przypadku ktoś się nie myje, żeby mieć na jedzenie. W przypadku bardziej typowym przeznacza wolny czas na oszczędzanie, na przykład mieszka za miastem i codziennie spędza cztery godziny na przejazdach. Z tego powodu ma mniejszą zdolność do pracy i rozwoju. To jest błędne koło, a jedynym wyjściem z niego jest dofinansowanie.

To nie praca generuje pieniądze, tylko pieniądze generują pracę. Zależność jest nieliniowa: do pewnego momentu finansowanie jest tylko łataniem dziur, z którego nie wynika wartość dodana. Dopiero powyżej pewnego progu załącza się sprzężenie zwrotne i pieniądze zaczynają robić pieniądze. Uważam, że warto, żeby jak najwięcej ludzi było ponad tym progiem, bo wtedy uwolnimy olbrzymi potencjał do pracy, który obecnie się marnuje. Dlatego popieram wysokie płace minimalne, progresję podatkową z wysoką kwotą wolną, wszelkie wysiłki na rzecz obniżania wydatków stałych (a więc na przykład budownictwo komunalne) i szeroki zakres usług publicznych.

Żyjemy w układzie naczyń połączonych, więc tę argumentację można rozwijać. Na przykład nakład naszej książki to nie tylko kwestia naszego zysku, ale także liczby osób, które, przeczytawszy ją, będą w stanie lepiej wykonywać pewne rodzaje pracy i być może też coś na tym zyskać. Z kolei gdy moja pracownia włoży wystarczającą pracę w nawiązanie kontaktów i zbudowanie rozpoznawalności, będzie mogła wykorzystać ją nie tylko do rozgłaszania swoich produktów, ale także produktów innych autorów, którzy dzięki temu nie będą już musieli mieć na to pieniędzy. W tym wypadku zdolność do koncentracji wysiłku będzie źródłem oszczędności.

*

Mogę Wam o tym opowiadać tylko i wyłącznie teraz, gdy z jednej strony widać jak na dłoni, że mój zespół chce i umie zrobić dobrą robotę (dowodem tego książka), a z drugiej strony zupełnie nie da się powiedzieć, jak się to wszystko skończy. Osiągnęliśmy nasz cel i wszystko idzie z grubsza tak, jak należało się spodziewać, dlatego nie jestem sfrustrowany sytuacją mojego przedsiębiorstwa. Jestem jednak sfrustrowany tym, że tak wiele dyskusji o ekonomii funkcjonuje w innej rzeczywistości niż moje przedsiębiorstwo.

Jeżeli nasz zespół wyjdzie na plus i rozwinie działalność, ludzie powiedzą, że zapracowaliśmy na sukces. Jeżeli jednak się wyłoży, ludzie powiedzą, że się nie dość postaraliśmy i nie powinniśmy narzekać na pieniądze. W rzeczywistości w obu przypadkach ilość i jakość wykonanej pracy będzie nie tylko jednakowa, ale także maksymalna w ramach ograniczeń finansowych. Być może nie wystarczy jej do osiągnięcia sukcesu, ale na pewno nie dlatego, że nam się nie chciało.


republikacja z facebook.com/jzwesolowski/posts/638611589653514

Pisze: Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących.

Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.

Author: Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.