Wielki błysk

22 września 1979 satelita Vela 6911 zarejestrował silny, podwójny rozbłysk w okolicy Wysp Księcia Edwarda, niezamieszkanego archipelagu na niegościnnych południowych wodach Oceanu Indyjskiego. Satelity serii Vela zostały zbudowane specjalnie po to, aby wykrywać takie zjawiska – podwójne błyski charakterystyczne dla wybuchów jądrowych.

Podwójny satelita Vela na niskiej orbicie. (rysunek: NASA)

Amerykanie wysłali w rejon samoloty wyposażone w specjalny sprzęt do badania skażenia powietrza, ale ich czujniki nie wyłapały radionuklidów. Zwołany wkrótce potem przez prezydenckie Biuro Nauki i Technologii panel ekspertów zawyrokował, że podwójny błysk, który zauważył Vela 6911, był zapewne wynikiem zbiegu okoliczności – na przykład uderzeniem pioruna wywołanym przez upadek meteorytu. Albo może trafieniem mikrometeorytu w samego satelitę. Albo wręcz błędem odczytu – Vela 6911 był już nienowy i pokładowe instrumenty mogły się zestarzeć.

Tyle że poprzednie 41 podwójnych błysków wykrytych przez satelity Vela zostało później potwierdzonych jako wybuchy atomowe. Tyle że przeprowadzone kilka miesięcy później badania owiec w południowo-zachodniej Australii odnalazły w nich ślady jodu-131, izotopu na tyle krótkożyciowego, że w przyrodzie zasadniczo niespotykanego. Tyle że, w końcu, urzędujący wówczas prezydent Jimmy Carter miał polityczny interes, aby incydent Vela został uznany za zjawisko naturalne: zbliżały się wybory, do których prezydent szedł na platformie przeciwdziałania rozprzestrzenianiu broni jądrowej. Wybuch atomowy na otwartym powietrzu nie dość, że łamał układ o zakazie prób jądrowych, to jeszcze do tego nie wiadomo czyj był – co implikowało także naruszenie układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Dlatego też – meteoryt. Albo nadgniły czujnik. Wszystko, byle nie próba jądrowa.

No dobrze, nawet jeśli – to czyja mogłaby być?

Wiele wskazuje na połączony test Izraela i Republiki Południowej Afryki. Ich współpraca trwała co najmniej od początku lat 70. – mimo międzynarodowych sankcji i ostracyzmu spowodowanego przez południowoafrykańską politykę apartheidu. Izrael nigdy nie podpisał traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, a RPA – mimo podpisania – prowadziła intensywny program zbrojeń atomowych. W zamian za know-how, południowoafrykańskie władze mogły użyczyć swojej najbliższej okolicy (Wyspy Księcia Edwarda należą RPA) do małego, łatwego do przeoczenia testu nuklearnego. Oczywiście jeśli bomba faktycznie była izraelska, amerykański rząd razem ze swoją polityką bezwarunkowego wsparcia dla Izraela byłby w tym bardziej niezręcznej sytuacji.

Kombinacji wszystkich tych czynników zawdzięczamy zapewne fakt, że incydent Vela nie został satysfakcjonująco wyjaśniony do dziś.

Więcej: Incydent Vela, satelity Vela, Izrael i broń jądrowa. Słowo dnia: bhangmeter.

 

Witek

Pisze opowiadania SF: wrzutnia nocna. Notuje kwiatki z sesji erpegowych: co lepsze kawałki. Autor systemu RPG idee fixe. → twitter