Eject! Eject!

…A co jeśli jesteś w kosmosie?

Wtedy masz problem.

Dawno dawno temu, kiedy wyścig w kosmos był jeszcze zupełnie świeży, Amerykanie zaczęli się zastanawiać nad metodami ratowania astronautów, których pojazd dozna awarii już na orbicie. Przerywanie misji w innych momentach mieli już z grubsza wymyślone — systemy ewakuacji wyrzutni, gdyby coś poszło nie tak przed startem, rakietowe systemy awaryjne odciągające kapsułę załogową od eksplodującej podczas startu rakiety nośnej, trajektorie powrotu suborbitalnego, w razie gdyby zawiódł stopień wynoszący pojazd na orbitę.

Ale co, jeżeli statek — skutecznie umieszczony na orbicie — dozna katastrofalnej awarii uniemożliwiającej bezpieczny powrót na Ziemię? Gorzej nawet — co, jeżeli Rosjanie postanowią ostrzelać wojskowe laboratorium orbitalne? Nie można zostawić astronautów bez środków powrotu.

Bezpieczne zejście z orbity jest nietrywialnym problemem inżynieryjnym, ale okazuje się, że kiedy opracowuje się jednorazowy, jednoosobowy, awaryjny środek powrotu, można sobie odpuścić niektóre zdroworozsądkowe założenia.

Obudowę, na przykład: astronauta ma skafander, a przecież nie spędzi w naszym ratunkowym urządzeniu dużo czasu, tylko tyle, żeby zejść z orbity. Z elektroniki i komputerów też możemy zrezygnować: jeśli naszym planem jest powrót z orbity, dokładne naprowadzanie jest raczej zbędne; wystarczy jeśli trafimy w odpowiedni kontynent. Tak naprawdę jedyne niezbędne elementy to tarcza ablacyjna, która ochroni astronautę przed żarem podczas hamowania w atmosferze, oraz nieduży silnik, którym astronauta wyhamuje wystarczająco, aby rozpocząć powrót. No, przyda się jeszcze spadochron na samą końcówkę lotu. Tylko jeszcze jeden drobiazg: to jest system awaryjny, więc ma być lekki i nie zawadzać w kabinie, więc tarcza ablacyjna ma być składana.

I to jest system MOOSE (“Man out of Space, Easiest”): opracowywany w latach 60., miał umożliwiać awaryjny powrót załogom wojskowego laboratorium MOL oraz pilotom rakietoplanów Dynasoar. W razie potrzeby astronauta miał wydostać się z uszkodzonego pojazdu, przypiąć na piersi spadochron, rozłożyć tarczę ablacyjną, wypełnić ją chemoutwardzalną pianką poliuretanową (czymś w rodzaju piany montażowej w spraju, do nabycia w marketach budowlanych), następnie umościć się w tej pianie plecami, póki zastyga. Zejście z orbity rozpoczynało się od obrócenia się twarzą w kierunku lotu, solidnego chwycenia ręcznego silnika rakietowego i odpaleniu go — rzecz jasna należało to zrobić we właściwym momencie, żeby nie wylądować w Pacyfiku albo co gorsza w Związku Radzieckim. Kiedy silnik przestał działać, astronauta miał obrócić się tarczą do przodu, wyrzucić niepotrzebny już silnik i, no cóż, mieć nadzieję, że tarcza wytrzyma, a pianka faktycznie zadziała jak izolator termiczny.

Ostatnim elementem lotu było lądowanie na spadochronie, po opcjonalnym odrzuceniu przypalonej tarczy; osobiście na miejscu astronautów jednak bym się jej trzymał, gdyż w piance zatapiało się także zestaw survivalowy z flarami, urządzeniami do lokalizacji na oceanie i innymi przydatnymi gadżetami.

MOOSE nie był jedynym potencjalnym systemem awaryjnego powrotu: rozważano też modele z nadmuchiwaną tarczą ablacyjną, pozbawione spadochronów, będące w istocie przerobionymi kapsułami katapultowymi z bombowca B-58 albo przerobionymi kapsułami powrotnymi materiałów z satelitów szpiegowskich, ba — myślano nawet o nadmuchiwanych szybowcach. Skreślenie zarówno MOL, jak i Dynasoara wrzuciło wszystkie te plany na półkę.

Być może jednak nie na zawsze: trudno sobie wyobrazić sport bardziej ekstremalny niż powrót z orbity na składanej, plastikowej tarczy ablacyjnej — a MOOSE ważył wszystkiego 215 kg, łącznie z astronautą, co jest zdecydowanie w zasięgu komercyjnych rakiet nośnych.

Jedynym faktycznie wdrożonym orbitalnym systemem ratunkowym był Apollo Rescue: zestaw do przeróbki nominalnie trzyosobowej kapsuły Apollo na pięcioosobową. Kiedy podczas misji Skylab 3 zadokowany pojazd powrotny nabawił się problemów z silnikami manewrowymi, na Ziemi rozpoczęto montaż zestawu w kapsule Apollo, a zredukowana do dwóch osób załoga zaczęła się przygotowywać do misji ratunkowej. Problemy z silnikami udało się jednak obejść i pierwsza w historii ratunkowa misja orbitalna została odwołana.

Pisze: Witek

Pisze opowiadania SF: wrzutnia nocna. Notuje kwiatki z sesji erpegowych: co lepsze kawałki. Autor systemu RPG idee fixe.

Author: Witek

Pisze opowiadania SF: wrzutnia nocna. Notuje kwiatki z sesji erpegowych: co lepsze kawałki. Autor systemu RPG idee fixe.