Radykalna szczerość i przejrzystość finansów

Po przeczytaniu artykułu o fakturach Mateusza Kijowskiego chciałem napisać coś w zbliżonym tonie, ale się powstrzymałem, ponieważ mam zasadniczy feler: nie jestem politykiem ani aktywistą, tylko specjalistą z lekkim nadęciem quasipublicystycznym, a na Facebooku jestem w pracy.

Dlatego bardzo się cieszę, że Maciej Konieczny napisał dokładnie to, co trzeba, tylko bardziej na temat.

Podczas gdy jeden lider liberalnej opozycji okupuje w sylwestra bliżej nieokreśloną plażę, drugi okazuje się być nieco bardziej interesowny niż starał się to wcześniej przedstawiać.

Pełny tekst: facebook.com/permalink.php?story_fbid=1178911328858306&id=813080362108073

Ale skoro już o tym mowa, to sobie pozwolę. Serio: radykalna szczerość i przejrzystość finansów jest absolutnie fenomenalną sprawą, gdy się robi cokolwiek, co choć trochę odbiega od klasycznej sprzedaży. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego pokolenie moich rodziców tego nie rozumie. My w Inżynierii taką szczerość stosujemy od dawna, i to nie z powodu jakiejś szczególnej szlachetności intencji, tylko dlatego, że takie zasady obowiązują na całym świecie w crowdfundingu. Nieprzypadkowo: crowdfunding to trochę sprzedaż, a trochę mecenat, więc wspierającym należą się prawa właściwe mecenasom. A mecenas ma prawo wiedzieć dokładnie, na co pójdą jego fundusze.

Partia polityczna, czy też stowarzyszenie, takie jak KOD, to nie jest działalność komercyjna, tylko mecenat właśnie, a ściślej – mecenasem jest każda osoba, która takiej organizacji powierzy choćby złotówkę. Obowiązuje więc podwyższony standard szczerości, w ramach którego cały mechanizm finansowania winien być maksymalnie przejrzysty. To nawet nie chodzi o to, czy się Kijowskiemu należy wynagrodzenie (skoro pracuje, to oczywiście, że się należy, sławą się przecież nie naje), tylko o to, że musi być wiadomo, za co dokładnie pobiera, ile pobiera, i na litość wszelką, to przecież nawet nie są podstawy PR, tylko podstawy przyzwoitości, że musi być absolutnie jasne, w jaki sposób Kijowski spłaca te swoje alimenty.

Przyznam, że już sama kwota tych faktur skłania mnie do uniesienia brwi w zdziwieniu. Gdyby Inżynieria co miesiąc wystawiała fakturę na piętnaście kafli, to bym się w ogóle nie zastanawiał, tylko natychmiast zatrudnił kogoś na stałe, oczywiście na podstawie umowy o pracę, a z tego, co by zostało, jeszcze by starczyło na współpracę z freelancerami. To nie jest wynagrodzenie człowieka, tylko małego zespołu.


republikacja z facebook.com/jzwesolowski/posts/757077607806911

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.