Kontrdemonstracja 10 lipca 2017

Paweł Kasprzak zrobił dziś Jarosława Kaczyńskiego na matematyka.

W dowcipie o matematyku odbywał się konkurs na to, kto zakreśli na ziemi największy obszar. Wygrał matematyk, ponieważ narysował malutkie kółeczko wokół swoich stóp, po czym ogłosił, że stoi na zewnątrz.

Nieoczekiwany przemarsz

Spóźniłem się troszkę i o 20 byłem dopiero na rogu Miodowej i Schillera. Chwilę później zobaczyłem… przemarsz. Zaraz zacząłem też słyszeć okrzyki “Lech Wałęsa”. Okazało się, że kontrdemonstranci opuścili plac Zamkowy i poszli Senatorską. Czekanie, aż przejdą, zajęło mi z zegarkiem w ręku trzynaście minut.

Anna Juszkiewicz, którą spotkałem chwilę później na skraju placu, opowiedziała mi, co się stało. Policja stała za barierkami w szyku zakleszczonym, zupełnie jakby spodziewała się, że kilkutysięczny tłum złożony głownie z 50-latków rzeczywiście rozpocznie szturm. Tymczasem Obywatele RP ogłosili, że sobie idą i zostawiają Kaczyńskiego sam na sam ze swoimi fortyfikacjami.

Na Senatorskiej stały policyjne furgony. Jeden z nich: cały w kwiatach, ślicznie przyozdobiony; wymarzony temat na jedno z tych zdjęć, które potem wygrywają konkursy.

Popędziłem Senatorską w drugą stronę, żeby dogonić marsz, ale go nie znalazłem. Za to na rogu Senatorskiej i Moliera trafiłem na chór żeński śpiewający feministyczne kuplety. Coś pięknego. Za chwilkę jakiś młody człowiek przechodzący obok wetknął białą różę w donicę.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że kontrdemonstranci są wszędzie. Tego wieczoru Stare Miasto należało do nich, podczas gdy Kaczyński na własne życzenie zamknął się w enklawie. Chciał się odgrodzić od kontrdemonstrantów i odgrodził się, ale oni uznali, że się bez niego obejdą i to Kaczyński znalazł się “na zewnątrz”.

Nie dali szansy

Pobiegłem dalej w poszukiwaniu tłumu. Wszędzie mnóstwo ludzi, ale nie widać początku, końca ani trasy. W oddali zobaczyłem, jak może z tysiąc osób idzie przez plac Piłsudskiego. Uznałem, że to nie jest główna grupa i pobiegłem pod Bristol. Faktycznie, zastałem tam OSA w sporym tłumie gotującą się już na gwóźdź programu, czyli przemówienie Kaczyńskiego.

Pomyślałem, że mam jeszcze chwilkę, więc pobiegłem z powrotem na plac. Zastałem tam nie jedną, lecz dwie demonstracje, obie właśnie śpiewające hymn. W jednej słyszałem okrzyki “wolne media!”. Druga w tym czasie składała róże na Grobie Nieznanego Żołnierza. W sferze symbolicznej – strzał w dziesiątkę. Z czasem część tych ludzi stopniowo przeflancowała się pod Bristol. Jeszcze o dziewiątej, już po przemówieniu Kaczyńskiego, widziałem jak dochodzili nowi.

W sumie pod Bristolem zebrało się jakieś pięć tysięcy osób i myślę, że to była połowa. Nie dali Kaczyńskiemu szansy. Słyszałem jego głos – podniesiony, nerwowy, słyszałem w tym głosie wysiłek. Jednak nawet gdy mu podkręcili głośność, nadal nie rozumiałem ani słowa. Wszędzie wokół – trąbki, buczenie, gwizdy, okrzyki “Lech Wałęsa, Lech Wałęsa” i “będziesz siedział”. Parę minut później minąłem na ulicy podekscytowanego starszego pana chwalącego się pani w podobnym wieku: “zagłuszyliśmy Kaczyńskiego”.

To nie do końca prawda, bo wystarczyło podejść na Ossolińskich czy Trębacką, nb. zablokowane przez policjantów stojących ramię w ramię, by wyraźnie słyszeć marsz, a nie słyszeć w ogóle ludzi spod Bristolu. Było to jednak wszystko sumie dosyć żałosne, bo na przykład miesięcznicowcy rozwiesili sobie w poprzek Krakowskiego parawany, żeby zasłonić OSA. Policja w ich imieniu odsunęła cały świat o sto metrów i otoczyła trasę tymi wszystkimi barierami – a i tak właśnie od Bristolu umocnienia były najsłabsze i gdyby tłum tego chciał, to by je sforsował. Sam znalazłem takie miejsce, że gdybym dał dyla z zaskoczenia, to bym się przedarł – nie zdążyliby mnie złapać.

Więzień mitu

Kaczyński okazał się dziś dosłownym więźniem mitu smoleńskiego. Wykroił kawałeczek miasta na prywatny użytek i został w nim sam ze swoim gronem hardkorów. Resztę świata oddał przeciwnikom. Ja nawet nie wiem, ilu tych hardkorów przyszło, bo mi nie dali! Nie zdołałem podejść na tyle blisko, żeby ich zobaczyć!

Obywatele RP niechcący wykonali dzisiaj manewr doskonały, ponieważ uwolnili swój sprzeciw wobec Kaczyńskiego od Kaczyńskiego. Były dziś takie chwile, gdy czułem, że tu nie chodzi o niego. ORP mają teraz pełne prawo, żeby za miesiąc w ogóle nie stać nigdzie w pobliżu, tylko pójść od razu na plac Piłsudskiego i stamtąd pod Bristol. Mogą na ten Bristol przynieść dziesięć tysięcy tych nieszczęsnych trąbek i to będzie taki hałas, że Kaczyński się przewróci. Co więcej, z tego manewru mogą skorzystać wszyscy pozostali, jak te feministki na Moliera. Każdy może teraz przyjść dziesiątego na Stare Miasto, zająć sobie placyk lub uliczkę i ogłosić to miejsce strefą swojej sprawy, takiej jak te “wolne media”. A jeśli ludzie chcą, to proszę, niech sobie chodzą od jednej wystawki do drugiej. Za to o tej 20:15 wszyscy zgodnie robią hałas w całym mieście. Zamknijcie oczy i wyobraźcie to sobie: na całej Starówce trwa święto demokracji i wolny przepływ idei, i tylko Kaczyński jest zamknięty w więzieniu z barierek i odcięty od wszystkich pozostałych.

Najzabawniejsze było to, że jeśli nie liczyć wszystkich kordonów, to te pięć tysięcy ludzi pod Bristolem było pilnowane przez dziesięcioro policjantów. Nie było niebezpieczeństwa, bo wszyscy potencjalni napastnicy zostali na własne życzenie zamknięci.

mapa wydarzenia

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.