Demonstracja 11 listopada 2017

Marsz antyfaszystów w tym roku nie był tak wyszukany, jak w zeszłym. Trochę szkoda, bo zeszłoroczne wystąpienie było ciekawe, pouczające i konstruktywne, pomimo tego, że program był trochę przeciążony, a pogoda nie sprzyjała. Za to dziś było więcej konfrontacji, bo kiedy pochód doszedł na plac Trzech Krzyży, anarchiści zbliżyli się do policyjnej blokady rozstawionej w poprzek Nowego Światu i krzyczeli na przechodzących Jerozolimskimi nacjonalistów. Ich samych nie widziałem, ale było i tak wiadomo, że przechodzą, bo fasady budynków poczerwieniały od światła rac.


Przyszło około dwóch tysięcy ludzi, a więc znowuż mniej niż rok temu, ale nie przejmowałbym się tym, bo skład osobowy był nawet ciekawszy. Do organizacji wydarzenia nie zaproszono partii politycznych i może dlatego zabrało pewnego dopieszczenia, ale też chyba sprawiło, że wszyscy poczuli się swobodniej. Zresztą partie i tak przyszły, a nikt im tego nie miał za złe. Można wręcz powiedzieć, że wyszło szydło z worka, bo przyszli ci, którym zależało, a nie ci, którzy mieli w tym interes.

Choć demonstracja była „oddolna”, to nie była „no logo” i stąd wiem, że dziś była w tym miejscu najbardziej przekrojowa reprezentacja ruchów obywatelskich, jaką dotąd zdarzyło mi się widzieć. Między innymi było dobrze widać KOD i ODnowę, maszerujących praktycznie ramię w ramię z anarchistami, aktywistkami ruchów kobiecych i Inicjatywą Pracowniczą. Tuż przed rozpoczęciem demonstracji dotarły na miejsce osoby z flagami Unii Europejskiej i przypinkami „niepodległej europejskiej”, a więc zapewne przybyłe prosto z demonstracji KOD-u na pl. Zamkowym, która zaczęła się dwie godziny wcześniej. Ba! widziałem w tłumie osoby z biało-czerwonymi opaskami doposażonymi w kotwiczki powstańcze! Przecierałem oczy i przyglądałem się trzy razy, tylko po to, by odkryć, że te osoby potem faktycznie szły w pochodzie ze wszystkimi. Jeszcze bardziej zdziwiła mnie flaga Gadsdena.

Zastanawiam się: czy nie można było tak od razu? Czy naprawdę musiał KOD przeżyć upadek i z pięć rozłamów, żeby nauczyć się współdziałania i zaprzestać zagłuszania cudzych inicjatyw? Czy naprawdę trzeba było wyrzucać z demonstracji flagi tęczowe? Straciliśmy dwa lata na przekonanie się, że lewica miała przez cały ten czas rację i propagowała poprawny model współdziałania. Teraz możemy wreszcie zacząć na dobre to wszystko, co mamy do zrobienia, ale startujemy od zera: na demonstracje przychodzą dwa tysiące ludzi, a nie dwadzieścia czy dwieście.

Dobra wiadomość jest taka, że z okazji święta niepodległości dostaliśmy poniekąd nie jedną, lecz dwie całościowe wizje kraju. Jedną z nich jest niestety narodowo-katolicka propozycja nacjonalistów. Nie chcę tu o niej długo mówić, bo na pewno inni sporo jeszcze się naoburzają na to, że rasizm, faszyzm i antysemityzm tej formacji jest już całkiem jawny, oraz na to, że prawica skrzętnie unika przyjęcia tego do wiadomości. Pewien prawicowy dziennikarz określił dziś te nienawistne hasła jako „dziwne”. Mi zdaje się dziwnym, że nie powiedział „oburzające”.

Ale oto tej wizji wyrasta konkurencja. Anarchiści zabiją mnie za to, co teraz powiem: chcąc nie chcąc stali się kuratorami polskiej państwowości, bo tylko na ich demonstracji ona wyraża się w kształcie tak bliskim pełni. Idzie w pochodzie starsza pani z przypinką KOD-u i flagą unijną. Obok niej człowiek w średnim wieku niesie duży portret Piotra Szczęsnego. Za nim osoba w podobnym przedziale rocznikowym sprzedaje Pracowniczą Demokrację. Jeszcze dalej nastolatka w glanach z różowymi sznurówkami podryguje do rytmu wybijanego przez (jak zwykle fenomenalną) orkiestrę perkusyjną. Powiedzieć, że ci ludzie na co dzień nie cenią wzajemnie swoich poglądów – to ledwie liznąć temat. A jednak sprzeciw wobec faszyzmu łączy ich w taki sposób, że się siebie nawzajem nie brzydzą.

Jest to być może jedyny dzień w roku i jedyne miejsce na świecie, w którym Polska przez chwilę faktycznie istnieje. Spróbujmy tego nie zmarnować. Lista organizatorów dzisiejszej demonstracji jest długa jak moja ręka: bez trudu każdy znajdzie kogoś, kogo chętnie wesprze. Zbliżają się wybory samorządowe, więc dajmy w nich fory tym, którzy dziś przyszli, a nie tym, którzy się nie pofatygowali. Zastanówmy się, jak możemy usprawnić przepływ know-how, po to by przyszłoroczna demonstracja była równie ciekawa, co zeszłoroczna. Albo: co zrobić, by anarchiści nauczyli się krzyczeć na nacjonalistów tak głośno i sprawnie, jak pewna letnia demonstracja, opisywana tu zresztą przeze mnie, krzyczała na Donalda Trumpa.

Polityka ulicy nie tylko oderwała się już zupełnie od polityki telewizyjno-kuluarowo-parlamentarnej, ale także z wolna staje na własnych nogach. Już czas na wyjście z cienia.

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących.

Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.

facebook → twitter