Co można zjeść na orbicie?

Od samego początku wiadomo było, że jedzenie w kosmosie będzie nietrywialne, nawet jeśli pominąć problem choroby kosmicznej (pierwszym człowiekiem, który zwymiotował na orbicie, był Herman Titow podczas misji Wostok 2). Unoszące się swobodnie w kapsule okruchy są potencjalnie niebezpieczne tak dla sprzętu, jak i dla ludzi. Jak zatem karmić załogę?

Na początku były papki w tubkach: Gagarin zabrał na pokład Wostoka 1 trzy, dwie z mielonym mięsem, jedną z deserem. Pierwszy Amerykanin na orbicie, John Glenn, miał podobne menu — tubę z mieloną wołowiną z warzywami oraz pojemnik soku jabłkowego. O wyżywieniu w późniejszych lotach Rosjan niewiele udało mi się znaleźć, ale Amerykanie, w równoległym do pierwszych lotów Wostoka programie Mercury, karmili swoich astronautów dość podle. W ich menu prócz tubek były także malutkie przekąski oraz dania liofilizowane. Załoga skarżyła się jednak na smak, niewygodę przygotowania i konieczność ganiania okruchów po kabinie.

Wołowina w tubce, program Mercury (zdjęcie: Smithsonian Institution)

W programach Gemini i Apollo kosmiczne jedzenie ewoluowało: znikły tuby, pojawiły się opakowania ułatwiające “zrekonstytuowanie” posiłku i pasujące do nich kraniki (w Gemini tylko z zimną wodą, w Apollo także z gorącą). Nie było wyjścia — jedzenie musiało się poprawić, ponieważ w ramach przygrywki przed lotem na Księżyc misje robiły się coraz dłuższe (astronauci Gemini 7 spędzili na orbicie niemal dwa tygodnie).

Żywność w kosmosie spowodowała chyba najgłupszą awanturę, o jakiej słyszałem. Podczas misji Gemini 3 pilot John Young przemycił na pokład kanapkę z wołowiną, którą poczęstował na orbicie dowódcę. Kanapka nie była przystosowana do nieważkości (nic dziwnego, kupiono ją w przydrożnym barze), toteż po paru gryzach zaczęła się rozłazić i trzeba było ją spakować z powrotem. Kiedy historia kanapki trafiła do publicznej wiadomości, wzbudziła gniew Kongresu Stanów Zjednoczonych, który uznał podjadanie przemyconych kanapek za kpiny z programu kosmicznego. James Webb, ówczesny szef NASA, musiał się gęsto tłumaczyć przed kongresową komisją i solennie obiecać, że takie wybryki więcej się nie powtórzą.

Wszystkie żywieniowe osiągnięcia wczesnych programów kosmicznych bledną jednak wobec problemu aprowizacji stacji kosmicznych. To już nie dwa tygodnie w ciasnej kapsule — to są długie miesiące życia i pracy w przestrzeni. Z drugiej strony, do stacji kosmicznej można wstawić lodówkę, a to daje nowe możliwości. Tak na pokładzie Skylaba, jak i kolejnych stacji Salut, znalazło się miejsce na prawdziwą jadalnię: stoły z podgrzewaczami do jedzenia, miejsca do spożywania posiłków, pojemniki na odpadki — wszystko co trzeba. Rosjanie mieli dodatkowy atut: późniejsze Saluty były regularnie zaopatrywane przez bezzałogowe statki towarowe, toteż kosmonauci mogli dostawać świeże owoce i warzywa, w tym cebulę i czosnek (na specjalne życzenie pierwszej załogi Saluta 6).

Opracowaniem żywności na potrzeby programu Interkosmos zajmował się bułgarski Instytut Kriobiologii i Technologii Żywienia, zatem w menu Salutów były także tradycyjne bułgarskie dania.

Bułgarska kosmożywność (zdjęcie: użytkownik Wikipedii Ivorrusev)

Współczesne orbitalne jedzenie jest o wiele bardziej urozmaicone. Praktycznie każda nacja, która wysyła ludzi w kosmos, pakuje im na drogę jakieś narodowe specjały:

  • kurczaka Kung Pao i zieloną herbatę (misja Shenzhou 5, pierwszy chiński załogowy lot w kosmos),
  • kimchi (Sojuz TMA-12, pierwsza Koreanka w kosmosie; opracowanie orbitalnego kimchi kosztowało milion dolarów),
  • suszone mięso renifera (STS-116, pierwszy Szwed w Kosmosie; poprosili go żeby wziął jednak suszonego łosia, ponieważ Amerykanie czuli się “niewyraźnie” z suszonym reniferem w kosmosie w Boże Narodzenie).

Prócz tych dziwaczności standardowe menu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zawiera około trzystu potraw, z propozycjami na śniadania, obiady, kolacje i desery. Na stacji można także napić się porządnej kawy, świeżo z urządzenia do badania mechaniki płynów w mikrograwitacji.

Oprócz standardowych pozycji z rozdzielacza, załogi ISS mogą zabrać (albo zamówić) nieduży przydział “comfort food”. Dla Samanthy Cristoforetti, astronautki ESA, takim nadprogramowym daniem była tortilla z makrelą, komosą ryżową i białym serem:

Smacznego.

Więcej:

Witek

Pisze opowiadania SF: wrzutnia nocna. Notuje kwiatki z sesji erpegowych: co lepsze kawałki. Autor systemu RPG idee fixe. → twitter