skrupuły

Morderstwa polityczne są straszną krzywdą. Nie ma dla nich miejsca w naszym społeczeństwie. Konflikty interesów i poglądów rozstrzygamy innymi metodami.

Powyższe sformułowanie – jedno z nielicznych, pod którymi podpiszą się zgodnie: anarchista, socjalista, liberał, konserwatysta i nacjonalista – jest jednym z największych osiągnięć dwudziestego wieku. Rzeczy, które jeszcze sto lat temu były w Polsce na porządku dziennym, dziś są niedopuszczalne. Najgroźniejszy terrorysta Trzeciej RP, niejaki „rurabomber”, który w 1998 i 1999 roku dokonał kilku zamachów w Warszawie, nikogo nawet nie zabił, chociaż próbował (dwie osoby były ciężko ranne, sprawca poszedł siedzieć na 14 lat). W najgroźniejszym przypadku przemocy policyjnej, który jestem w stanie przywołać z pamięci, zginął demonstrant, jednak wynikło to z serii zaniedbań i błędów proceduralnych (według procedury policjant, który strzelał, nie powinien był mieć ostrej amunicji). Siłą rzeczy, gdy ktoś zabija kilkadziesiąt osób naraz, jesteśmy przerażeni, bo w naszym społeczeństwie taka sytuacja jest wyjątkiem, a nie regułą. I bardzo dobrze.

To nie znaczy, że morderstwa polityczne teraz są straszniejsze niż kiedyś, tylko że teraz bardziej się przejmujemy. Żeby zobaczyć, dlaczego to jest dobra rzecz, warto wykonać porównanie z czasami, gdy się nie przejmowaliśmy.

Żeby się do tego porównania dobrze przygotować, zwróćmy uwagę na fakt, że przemoc motywowana polityką jest asymetryczna. Społeczności dominujące na danym terenie, w szczególności kontrolujące aparat państwowy, dysponują dużą liczbą „lekkich” narzędzi przemocy: można na przykład kogoś aresztować, wytoczyć mu mniej lub bardziej lipny proces i skazać na grzywnę bądź izolację. Można też skazać kogoś na śmierć, co nie różni się zbytnio od zastrzelenia go na ulicy w biały dzień, poza tym, że ma lepsze oparcie w obyczaju. Społeczność dominująca może też walczyć ze społecznością podporządkowaną za pomocą represji, na przykład zabronić nabywania nieruchomości, konfiskować majątki, zabronić zrzeszania się, odebrać obywatelstwo i tak dalej. Społeczność podporządkowana nie dysponuje tymi środkami. Jednak wciąż może się bić. Dlatego w działaniach uciskanych mniejszości widzimy skokowe zmiany: najpierw długo nic się nie dzieje, a potem nagle wybucha przemoc.

Odrzucenie przemocy politycznej po jednej stronie zachęca drugą stronę do tego samego. Gdyby w najbliższy poniedziałek w śląskich gazetach ukazała się odezwa lokalnych działaczy postulująca oderwanie Śląska od Polski, to nie wzywałaby do przemocy, lecz do referendum. Z drugiej strony podobnie: autorzy odezwy nie zostaliby aresztowani, a zamiast tego premier lub minister spraw wewnętrznych zwołałby konferencję prasową i podjąłby polemikę. Udało nam się również zrezygnować z podziału na społeczność „dominującą” i „podporządkowaną”. Z racji tego, że Ślązaków jest mniej, uważamy raczej, że należy im się ochrona.

A teraz ręka do góry, kto pamięta, co się wydarzyło 15 sierpnia 1906 roku.

Otóż wydarzyła się „krwawa środa”. Zbrojny odłam Polskiej Partii Socjalistycznej przeprowadził serię około osiemdziesięciu skoordynowanych zamachów, w których zginęło łącznie ponad 70 osób. Zamordowanymi byli przedstawiciele rosyjskiego aparatu państwowego zaangażowani w represje wobec polskich działaczy niepodległościowych. Zamachy były częścią dwukierunkowego procesu, ponieważ represje były dotkliwe, a w szczególności na porządku dziennym było strzelanie do demonstrantów.

Na pytanie, czy PPS czyniło słusznie, odpowiada pierwszy akapit tego wpisu. Na pytanie, czy mieli wybór, trudno odpowiedzieć zwięźle. Represje ze strony rosyjskiego aparatu państwowego odebrały im możliwość działania pokojowego. Gdybyśmy dziś odebrali ten wybór Ślązakom, postawilibyśmy ich w równie złożonej sytuacji.

Sto lat temu uważaliśmy, że przemoc jest dopuszczalną formą walki o słuszną sprawę. W rezultacie w niepodległej Polsce również strzelano do demonstrantów. Pierwszy prezydent, Gabriel Narutowicz, padł ofiarą mordercy politycznego. W 1926 roku jeden z działaczy PPS, Józef Piłsudski, dokonał zbrojnego przewrotu, w którym zginęło łącznie 215 żołnierzy i 164 cywilów. Powiedzmy to dobitnie: ponieważ przemoc była dopuszczalnym narzędziem polityki, gładko przeszliśmy od strzelania do Rosjan do strzelania do siebie nawzajem.

Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia. Narutowicz dożyłby końca kadencji. Piłsudski musiałby wygrać wybory. I bardzo dobrze! Czterysta niedoszłych ofiar może nam podziękować.

W związku z powyższym musi paść pytanie, do czego prowadzą czyny takie jak seria wczorajszych zamachów. Inaczej mówiąc: co mordercy mogą osiągnąć swoimi działaniami. Przyjrzyjmy się temu metodą eliminacji, pamiętając, że morderstwo jest straszną rzeczą, na którą nie ma miejsca w naszym społeczeństwie.

Po pierwsze, mordercy nie są w stanie nas wymordować. Ich wczorajsza akcja była szokująca, skrupulatnie przygotowana i niewątpliwie wymagała zaangażowania wszystkich dostępnych środków. Zginęło ponad sto przypadkowych osób. Z grubsza tyle samo osób ginie co tydzień w wypadkach samochodowych lub umiera na raka płuc. Zasadnicza różnica polega na tym, że mordercy w ramach wielkiego zrywu przeprowadzili jedną bardzo kosztowną akcję, w wyniku której sami również stracili życie. Tymczasem rak i wypadki zachodzą samoczynnie przez cały czas. W odróżnieniu od raka płuc mordercy są bezsilni wobec naszych społeczeństw.

Po drugie, mordercy nie są w stanie przejąć kontroli nad państwem takim jak Francja czy Polska. Do osiągnięcia takiego celu potrzebna jest znacznie większa skala działania. Piłsudski przeprowadził przewrót z użyciem około dwunastu tysięcy żołnierzy oraz strajku generalnego, który odciął Warszawę od reszty kraju. Dzięki tej miażdżącej przewadze wojna trwała tylko trzy dni. Dla porównania, wojna domowa w Irlandii Północnej, w której irlandzcy separatyści (nb. katolicy) walczyli przede wszystkim z irlandzkimi lojalistami (nb. protestantami – w tym miejscowa policja, miejscowa obrona terytorialna i bojówki), kosztowała życie około 1600 bojowników i 1900 cywilów. Niedawna wojna domowa na Ukrainie pozbawiła życia około 5500 żołnierzy i 2500 cywilów. Seria wojen domowych w Jugosławii w latach 1991-95 przyniosła około 70,000 zabitych żołnierzy i 50,000 zabitych cywilów. W Syrii od 2011 roku zginęło około 150,000 żołnierzy i 75,000 cywilów. W wojnie domowej w Hiszpanii w latach 1936-39 zginęło około 200,000 żołnierzy i 300,000 cywilów.

Inaczej mówiąc, do przejęcia władzy potrzebna jest przemoc ciągła i eskalująca, angażująca dziesiątki tysięcy, a nawet setki tysięcy ludzi. Mordercy polityczni w rodzaju tych, którzy dokonali wczorajszych zamachów w Paryżu, są w stanie „wystawić” przeciwko nam kilkanaście osób. To mniej niż liczba łobuzów, którzy przy różnych błahych okazjach szukają zwady z policją.

Po trzecie, mordercy nie są w stanie zagrozić naszej ekonomii – właśnie dlatego, że są mordercami. Tę kwestię „przećwiczyli” ci sami irlandzcy separatyści, którzy przez dwadzieścia lat wojny partyzanckiej, kosztem ponad trzech tysięcy ofiar, nie byli w stanie przejąć kontroli nad stosunkowo niewielkim terytorium. W pewnym momencie zmienili strategię i zaczęli podkładać bomby w brytyjskich centrach finansowych, a następnie… zawiadamiać o nich policję. Bomby były prawdziwe, więc policja musiała otoczyć okolicę, wyprosić cywilów, wywołać korek w mieście, rozbroić ładunek – a w tym czasie robota stała. Te faktycznie bezkrwawe zamachy kosztowały brytyjską gospodarkę miliardy funtów. W rezultacie separatyści wynegocjowali zawieszenie broni, na którym zyskali częściową kontrolę nad Irlandią Północną. Na tym przykładzie widać, że gdy ktoś pozbawiony skrupułów chce faktycznie wygrać z dużo silniejszym przeciwnikiem, zamiast morderstwa wybiera sabotaż.

Cóż więc mogą osiągnąć mordercy, skoro nie mogą z nami „wygrać”? Mogą sprawić, że przegramy sami ze sobą. Mianowicie mogą przekonać nas, że przemoc jest dopuszczalną formą walki o słuszną sprawę. Oczywiście ich „słuszna sprawa” będzie inna niż nasza, ale to im nie przeszkadza. Jeżeli uwierzymy, że na przemoc jest miejsce w polityce, to zaczniemy strzelać do siebie nawzajem i mordować się znacznie wydajniej.

Mordercy polityczni nie chcą, żebyśmy podporządkowali się im samym, tylko żebyśmy podporządkowali się ich logice.

Chcesz ich zwalczyć? Ale tak serio? Odmów zbrodniczej logice racji bytu. Uściśnij rękę „lewakowi” (albo „katolowi” – wybierz sobie, kogo bardziej nie lubisz). Zaproś muzułmanina na obiad. Zadbaj o to, żeby twój pracownik miał zdrowotne i wypowiedzenie. Wypij zdrowie znajomych gejów. Zapal świeczkę Mazowieckiemu, a nie Piłsudskiemu.

Naszą siłą nie są nasze karabiny, zwarte szeregi ani pieniądze. Tym wszystkim możemy zrobić sobie straszną krzywdę.

Naszą siłą są nasze skrupuły.


republikacja z: facebook.com/jzwesolowski/posts/557004187814255

Pisze: Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących.

Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.

Author: Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.