eksperyment

Chciałbym zaproponować Wam udział w eksperymencie.

Żeby wyjaśnić, w czym rzecz, poproszę Was o wykonanie prostej czynności, która zajmie Wam tylko minutę: wypiszcie na kartce nazwiska autorów, których lubicie czytać na co dzień. Powody mogą być różne. Ktoś jest dowcipny, a ktoś inny wnikliwy. Ktoś nie zgadza się z Wami, ale w sposób, który Was korzystnie pobudza. Być może ktoś ciekawie pisze o Waszym hobby. A może po prostu ładnie pisze.

Wyobrażam sobie, że na Waszych listach znalazło się:

  • kilkoro lub kilkanaścioro publicystów, których cenicie,
  • kilka osób piszących na tematy specjalistyczne,
  • kilkoro utalentowanych znajomych (na mojej liście znaleźli się na przykład Kaja Mikoszewska i Radek Teklak).

Dwadzieścia lat temu ci ludzie mieliby szansę znaleźć zatrudnienie w prasie drukowanej, gdzie zamieszczaliby swoje artykuły. To dla nich kupowalibyście jeden lub więcej dzienników, tygodników i miesięczników. Wasz budżet na prasę wynosiłby między 50 a 100 złotych miesięcznie. Ideałem byłaby jedna gazeta, w której pisaliby wszyscy Wasi ulubieni autorzy, ale to nie było możliwe w praktyce, bo wymagałoby drukowania osobnej gazety dla każdego czytelnika.

Internet zmienił reguły, w większości na lepsze. Jest przede wszystkim znacznie wydajniejszym mechanizmem dystrybucji, bo niemal natychmiastowo dostarcza Wam treść dopasowaną do Waszych upodobań. Jednocześnie straciliśmy sprawdzony mechanizm finansowania, w którym zapłata była powiązana na stałe z fizycznym nośnikiem, takim jak zadrukowany papier. Internet obywa się bez jednorazowych nośników. Dobrze na tym wyszli pośrednicy, tacy jak Facebook i Google, zarabiający na reklamach. Jednak redakcje ledwo wiążą koniec z końcem, ich zasięg spada, a oszczędnościowe praktyki prowadzą do zaniżania standardów dziennikarskich. Dla autorów coraz częściej nie wystarcza funduszy.

Nadzieja, że w rezultacie rozkwitnie rzetelna publicystyka amatorska, nie ziściła się. Wiem o tym z własnej praktyki. Jeżeli prześledzicie daty publikacji wpisów na blogu mojego studia, wydedukujecie z nich, kiedy miałem dużo pracy, a kiedy było trochę luźniej i mogłem pisać.

Uważam, że rozwiązaniem, które opłaca się wszystkim, jest „mikromecenat”. Polega on na bezpośrednim wsparciu autora, którego się ceni, niewielką, ale stałą miesięczną kwotą rzędu trzech złotych. Trzy złote to przybliżona równowartość egzemplarza gazety codziennej, więc możliwe jest jednoczesne wspieranie w ten sposób 10-20 autorów. W takiej sytuacji czytelnik zostaje swoją własną redakcją: czyta tylko to, co chce i płaci tylko za to, co docenia. Autorom wsparcie na tym poziomie wystarcza, by sfinansować pisanie jako dodatkowe, a może nawet główne zajęcie. Korzysta społeczeństwo jako ogół, bo nawet zawodowy autor potrzebuje tylko kilku tysięcy stałych czytelników, podczas gdy gazety potrzebują nakładów liczonych w setkach tysięcy. Inaczej mówiąc, gazeta musiała być dla wszystkich, a samodzielny autor może być specjalnie dla Was.

Mikromecenat jeszcze nie jest rzeczywistością. Aby ją stworzyć, potrzebujemy lepszej infrastruktury do małych wpłat, upowszechnienia zwyczaju patronowania autorom, a także zebrania wystarczającej liczby uczestników, by powstała „masa krytyczna”. W zamian za to dysponujemy swego rodzaju premią dla pionierów wynikającą z braku regulacji. Zgodnie z polskimi przepisami podatkowymi mikromecenat opiera się na darowiznach i jest niemal całkowicie zwolniony z podatku dochodowego.

Póki co jest to eksperyment, ale wiążę z nim duże nadzieje. Dlatego chciałbym zaproponować Wam udział w nim zarówno w roli autorów jak i patronów, czyli aktywnych odbiorców. Sam też założyłem profil w raczkującym serwisie o nazwie patronite, który stara się wdrożyć wygodną obsługę tego mechanizmu. Wasze wsparcie pozwoli mi robić więcej tego, co już robię i pomoże mi robić to lepiej. Mój profil znajdziecie tutaj: patronite.pl/jwesolowski

Taki sposób finansowania jest szansą na lepszą przyszłość, ponieważ oddaje w nasze ręce władzę nad mediami. Tradycyjne redakcje zawsze były zmuszone do nierównej walki ze swoimi właścicielami, którzy często nie widzieli korzyści ani w wolności słowa, ani w rzetelnej informacji. Internet i mikromecenat pozwalają nam ominąć niechcianego pośrednika.


republikacja z: facebook.com/jzwesolowski/posts/582446565270017

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.