Kontrdemonstracja 10 września 2017

Od wielkiej kontrmiesięcznicy lipcowej minęły raptem dwa miesiące i już znów kontrmiesięcznice mało kogo obchodzą. Dziś przyszło na oko jakieś trzysta osób.

Interesujące i zarazem smutne jest to, jak się protestujący dopasowują do warunków rozgrywki narzuconych przez władzę. W osobistym profilu Pawła Kasprzaka znajdziecie mapki przyjazdów i odjazdów smoleńskich VIP-ów z wyraźnym zaznaczeniem, że Obywatele RP niczego nie planują – ale może ktoś-coś? W trakcie samego wystąpienia widać było wysiłek włożony w logistykę, na przykład mocniejsze nagłośnienie było przenoszone z miejsca na miejsce i używane w sposób niekolidujący z miesięcznicą, jak sądzę po to, by nie dać policji pretekstu do zarekwirowania go. W kluczowych momentach, takich jak przemarsz pochodu smoleńskiego, tłum, zgodnie z prośbą prowadzących, zachował zdyscyplinowaną ciszę. Za to wystarczyło, że policja stworzyła choćby sugestię bardziej zdecydowanej akcji i natychmiast rozbłysły telefony i tablety.

Kontrmiesięcznica ma obecnie trzy etapy. Najpierw od 19 do 19:45 na pl. Zamkowym trwa przemówienie-monodram w wykonaniu Pawła Kasprzaka. Pochód smoleński rusza około 20:20. Gdy mija zgromadzonych, zaczyna się kontr-marsz, który idzie przez Senatorską, Moliera i Tokarzewskiego. Pod Bristolem jedni znów spotykają drugich, kontrdemonstracja grzecznie czeka, aż wybrzmi odtwarzany z nagrania hymn, po czym zaczynają się zawody o to, czy Kaczyński przekrzyczy protestujących, czy odwrotnie.

Forma kontrmiesięcznic zdecydowanie jest funkcją frekwecji. Na przykład dzisiaj aż do 19 można było zablokować Krakowskie w trzech miejscach, gdzie policja zrobiła przejścia na drugą stronę ulicy. Ossolińskich nawet po 20 była pilnowana maksymalnie przez pięciu policjantów. Szacuję, że do wtargnięcia pod pałac prezydencki na tyle skutecznego, żeby policja nie zdążyła przełamać go przed 21, potrzeba by około trzech tysięcy osób podzielonych na kilka grup i skoordynowanych na tyle dobrze, by utrudnić policji zarządzanie odwodami (których ma sporo).

Obywatele RP nie mają trzech tysięcy ludzi, tylko trzystu i może dlatego unikają konfrontacji. Z drugiej strony, słuchając dziś Kasprzaka odniosłem wrażenie, że on też uznał, że blokady są ślepym zaułkiem.

W odróżnieniu od Kijowskiego czy Petru, Kasprzak nie jest głupi, a w przemawianiu ma już wprawę i zaczyna brzmieć przekonująco. Dziś powiedział cztery ważne rzeczy.

Po pierwsze: powiedział, że dysponuje nazwiskiem policyjnej dowódczyni, której przypisał wydawanie rozkazów przekraczających granice prawa, takich jak “prewencyjne” zatrzymania i nękanie osób, które oddzieliły się od głównej grupy. Zaraz jednak dodał, że tego nazwiska nie poda, ponieważ Obywatele RP nie zrobią niczego, co mogłoby skutkować osobistą krzywdą poszczególnych policjantów, a zwłaszcza ich bliskich. “Posyłamy dzieci do tych samych szkół”.

Po drugie: powiedział wprost, że wbrew głupim okrzykom obecna sytuacja nie ma nic wspólnego z ZOMO. Nie ma ścieżek zdrowia, ani nawet zamykania na 48 godzin. Policjanci są w pracy i znajdują się między młotem przepisów a kowadłem rozkazów. Uszanujmy więc dylemat przed którym stoją i wzywajmy ich do korzystania z opcji, które daje im prawo. Gdy przyjdzie na to czas, dowódcy zostaną z bezprawnych rozkazów rozliczeni, a tymczasem apelujmy do sumień “szeregowców”.

Po trzecie: powołując się na doświadczenia serbskiego Otporu, powiedział, że nie zawsze warto protestować. Wielki marsz, który służy tylko temu, żeby się wykrzyczeć, jest zmarnowanym wysiłkiem. Kontrmiesięcznice są o tyle lepsze, że na nich egzekwujemy samo prawo do protestu, wprost sprzeciwiając się kruczkom prawnym uchwalanym na prywatny użytek Kaczyńskiego. Powinniśmy szukać sposobów na bezpośrednią, a nie symboliczną walkę o nasze prawa.

Po czwarte: Kasprzak zrobił dziś dużą sprawę z tego, że już od roku kontrmiesięcznice odbywają się pod flagą tęczową. Małostkowa część mnie trochę się z tego śmiała, bo Kasprzak wymawia słowo “gej” w sposób, który mi się źle kojarzy, a jego pomysł, że przed wrześniem zeszłego roku nie było tęczy na scenach wystąpień prodemokratycznych, jest błędny (ślady tego znajdziecie w moich relacjach z miasteczka Razem pod KPRM). Bardziej dalekowzroczna część mnie widzi, że Kasprzak słusznie zwraca uwagę na zmianę jakościową. Przez ostatni rok walka o prawa obywatelskie, prawa kobiet i prawa tęczowe stała się jednym i ten samym. Taki detal: ludzie z namiotu Obywateli Solidarnie w Akcji zbierali dziś podpisy pod projektem “Ratujmy Kobiety”. Tak wygląda w praktyce wielkomiejska solidarność stosowana.

Problem z Kasprzakiem polega na tym, że w tym, co głosi, ma rację, jednak trudno nam to przyjąć do wiadomości, ponieważ forma działań Obywateli RP budzi w nas dyskomfort.

Kasprzak został przez wszystkich osierocony i nie uważam, żeby to było słuszne ani sprawiedliwe. Trochę rozumiem, czemu nie hołubi go opozycja parlamentarna ani TVN: Kasprzak gada jak lewicowiec, na przykład wtedy, gdy przemoc ze strony policji porównuje do “patriarchalnej rodziny”. Mniej rozumiem, czemu nie pomaga mu lewica, choćby nawet po cichu i pod stołem. Obywatele RP nie zawsze mają dobre pomysły, ale dojrzeli na przykład do tego, by mierzyć siły na zamiary. Teraz potrzebują “rzeźby i masy”, na przykład szkoleń z emisji dźwięku (bo jest ich za mało i są słabo skoordynowani) czy też instruktażu z postępowania w chwili, gdy policja zaczyna się rozpychać.

A faktem jest, że policja się rozpycha i że to jest coś, co powinno spotkać się z naszym zdecydowanym odzewem. Dziś pod koniec, już pod Bristolem, ktoś postawił sobie drabinę, wszedł na nią i stamtąd machał flagami Polski i Unii Europejskiej. Policja wtargnęła w tłum i rozpychała się tak długo, aż zaczęła tą drabiną kołysać i demonstrant z niej spadł. Nic mu się nie stało – widziałem chwilę później, jak go wyprowadzano do radiowozu – ale już fakt, że doszło do czegoś takiego, to jest skandal. I on, i my wszyscy mamy prawo protestować, a w szczególności mamy prawo krzyczeć, stać na drabinach i wymachiwać flagami. Jeśli dzisiaj policja zgarnęła gościa z drabiną, to jutro zgarnie ludzi z transparentami na zbyt wysokich tyczkach. To jest dokładnie taka sytuacja, którą koniecznie trzeba eskalować: zrzucicie jednego człowieka z drabiny, to następnym razem będzie dziesięć drabin. Będziecie się rozpychać, to tłum się chwyci za ręce. Rozpędzicie trzysta osób, to przyjdą trzy tysiące. Zabierzecie szczekaczki, to ludzie zrobią “ludzki mikrofon”.

W lipcu Obywatele RP stanęli na wysokości zadania: organizowali, instruowali, prowokowali dowcipnie i nieagresywnie. Byli we właściwych miejscach i właściwym czasie. Dziś rozdawali ulotki dotyczące wolności sądów, dzięki czemu przechodnie nie zapomną, że to jest sprawa w toku.

Nasze podejście do tych ludzi to praktyczny egzamin z solidarności stosowanej. Jeżeli im nie pomagamy, bo są nie dość swoi, to znaczy, że nie dojrzeliśmy do bycia skuteczną opozycją. Tymczasem nie mamy już czasu na dojrzewanie. Autorytarna machina opresji nabiera rozpędu.

Jacek

Prowadzi studio działalności okołogrowej Inżynieria Wszechświetności i tam m.in. pisze więcej o grach. Autor podręcznika Level design dla początkujących. Twórczość Jacka można wspierać na Patronite.