Obieg w przybliżeniu zamknięty

Wymiana uwag w komentarzach u Paweł Dembowski przypomniała mi, że dawno nie było pomysłu na grę. A tymczasem wczoraj właśnie miałem nowy, świeżutki, po tym jak Jarosław Hirny-Budka zacytował jakieś wyliczenie robione przez ludzi związanych z Leszkiem Balcerowiczem, w którym oczywiście narzekają, że płacimy strasznie dużo podatków. Jarek się trochę zirytował, bo wyliczenie wydało mu się co najmniej naciągane.

A mi się wtedy przypomniało, że od dawna mnie dręczy powszechne nieporozumienie dotyczące pieniędzy. Wszystkie potoczne dyskusje o podatkach traktują je w ten sposób, że mamy pewien przychód, czyli dopływ, oraz pewne koszty, czyli odpływy. Każdy płatnik jest rozpatrywany jako jednostka, czyli jako finansowy układ otwarty: tu wlata, tam wylata, bilans może być dodatni albo ujemny. Podatek to jest po prostu jeszcze jeden koszt.

Tymczasem w rzeczywistości pieniądze krążą w obiegu w przybliżeniu zamkniętym (to jest spore przybliżenie i dużo tutaj pomijam, po to żeby ten wpis był krótszy).

czytaj dalej

Gra o przytulaniu

W poprzedniej pracy prowadziłem coś w rodzaju dziennika pomysłów. Polegał na tym, że gdy przychodził mi do głowy pomysł na grę komputerową (tym się zajmuję zawodowo), brałem karteczkę samoprzylepną i zapisywałem go na niej. Obowiązywała zasada, ze wszystko musi się zmieścić na jednej przylepce. Zamieszczałem ją na ścianie w ogólnodostępnym miejscu. Jeśli ktoś z zespołu chciał, to mógł doklejać swoje pomysły.

Teraz mi się to przypomniało, ponieważ jeden z tych pomysłów bardzo pasuje do różnych rzeczy, które przydałoby się teraz zrobić w przestrzeni publicznej.

czytaj dalej

Gra w dziale opinii

Tymczasem mam dla Was praktyczny przykład czegoś, za czym od dłuższego czasu agituję. New York Times opublikował w swojej rubryce opinii… grę komputerową. Z tego, co widzę, to tę grę zrobił dla nich ktoś inny, na zamówienie. Z doniesień branżowych wyczytałem, że już jest na takie minigry buzzword: “newsgame”.

czytaj dalej

Gry. Dla kogo to zajęcie?

Jako specjalista od przytoczonych w charakterze przykładu gier komputerowych chciałbym dopowiedzieć, że jedną z rzeczy, które robią doświadczeni “indie developerzy”, czyli właśnie tacy drobni producenci pracujący samodzielnie lub w kilkuosobowych zespołach, jest powtarzanie młodym zdolnym, żeby się w ten biznes ABSOLUTNIE POD ŻADNYM POZOREM NIE PAKOWALI, chyba że dokładnie wiedzą, co robią.

czytaj dalej